Nowy Rok – nowy trawnik

Jednym z moich postanowień noworocznych było zadbanie o trawnik wokół domu. Do tego zadania zachęcił mnie serial „Gotowe na wszystko”. Po prostu zakochałam się w tych idealnie zielonych dywanach elegancko okalających każdy amerykański dom.

Mój mąż podzielał mój entuzjazm i zdecydowaliśmy, że kiedy tylko przyjdzie wiosna, podejmiemy się tego przedsięwzięcia.

Zaczęliśmy pracę w kwietniu. Najpierw dokładnie zgrabiliśmy teren usuwając liście, małe gałęzie i suche, martwe kępy trawy. Okazało się, że grunt w niektórych miejscach jest nierówny i trzeba będzie zasypać dołki. Trawa gdzieniegdzie wprawdzie nawet ładnie rosła, ale w wielu miejscach została wyparta przez mniszki lekarskie. Postanowiliśmy je usunąć i na tych pustych plackach zasiać nową. I wtedy wpadł nam pomysł do głowy – zacząć nawozić trawnik i tak wzmocnić trawę, że sama zacznie wypierać mniszki.

Mąż udał się do sklepu ogrodniczego, by zakupić nawóz. Wiedział, że potrzebujemy co najmniej worka produktu. Tylko dwie marki oferowały nawóz w tak dużych opakowaniach. Obie informowały, że ich produkt jest idealny na trawniki, ponieważ wzmacnia system korzeniowy roślin i powoduje ich krzewienie. Mąż jest typowym mężczyzną i nie lubi pytać innych o wskazówki, ale tutaj nie miał wyboru – podszedł do pana sklepikarza i zapytał: Azofoska czy polifoska na trawnik?

Pan ekspedient poradził ten drugi, ponieważ trudniej go wypłukać z gruntu, a to ważne, bo wiosnę mieliśmy wyjątkowo deszczową.

Polifoska rzeczywiście sprawiła, że trawa rośnie silniejsza, szybciej się krzewi i choć od czasu do czasu wciąż pojawiają się niechciane mniszki, to widać wyraźnie, że jest ich coraz mniej.