Wybaczcie tygodniowa przerwę na blogu. Trochę byliśmy zabiegani, a poza tym sporo czasu poświęcaliśmy publikacji, którą mamy nadzieję niedługo wydać. Darmowy e-book będzie traktował o tym, jak efektywnie uczyć się chińskiego

Zostały nam jeszcze trochę ponad 3 miesiące pobytu w Chinach, więc zaczęliśmy się już rozglądać za biletami lotniczymi. Oprócz sprawdzania wyszukiwarek lotów, odwiedzaliśmy również lokalną budę z biletami. Nie dość, że za każdym razem, kiedy tam szliśmy była zamknięta, to kiedy w końcu udało nam się do niej dostać, ziomki z obsługi w ogóle nie czaili o co nam chodzi (Berlin? W której prowincji to jest?). Ostatecznie cena, jaką nam zaoferowali, przekraczała jakiekolwiek granice (nie)zdrowego rozsądku. Za lot do Berlina zażyczyli sobie 27.000 kuai’ów (jakieś 13.000 zł) a do Warszawy 31.000 kuai’ów (15.000 zł). Nic tylko biec i kupować

Nagrody w naszym quizie w postaci kartek pocztowych już czekają na wysyłkę, czekamy tylko na adres od jednego delikwenta o imieniu Marek. Jakiś czas temu wysłałem mu maila z prośbą o podanie adresu, więc jeśli to czyta, mam nadzieję, że się zmobilizuje. Bo wszyscy czekają na obiecane kartki

Dostaliśmy dziś paczkę wielkanocną W środku masa słodyczy, kabanosów, serów są nawet domowe mazurki :):)

Ale pyszności! Święta będą prawie jak w domu

Mniam, mniam, dziękujemy ! Teraz smakołyków na pewno starczy nam do końca wyjazdu

Dziś nauczycielka wzięła mnie ze sobą do salonu kosmetycznego. Szczerze mówiąc, na początku nie bardzo byłam przekonana czy to taki dobry pomysł, ale dałam się namówić . Gabinet okazał się bardzo elegancki, przez godzinę relaksowałam się podczas masażu z elementami medycyny chińskiej. Kosmetyczka wcierała mi w twarz przeróżne substancje i naciskała xuewei, czyli w uproszczeniu, punkty na ciele odpowiadające za zdrowie innych części ciała. Z dużą starannością masowała przede wszystkim zatoki, brodę, punkt na czole, okolice nosa. Wyczuła, że mój “kanał” w czole jest zatkany, co oznacza, że za mało śpię lub mój sen jest niskiej jakości. Teraz mam przynajmniej powód, żeby suślić bez umiaru . Potem leżałam w masce “aliena” i substancje odżywcze (mam nadzieję, że nie wybielające) wnikały w moją skórę. Leżałam pod kocem i kołdrą (Chińczycy chyba mają mało receptorów ciepła), więc czułam głównie błogą senność.

Maska aliena na mojej twarzy – wygląda paskudnie!

W Chinach jutro rozpoczyna się Święto Sprzątania Grobów. Podobnie jak u nas we Wszystkich Świętych, wszyscy ruszają na groby bliskich. Zamiast kwiatów i zniczy składają ofiary z owoców, ciastek, liści herbaty, sztucznych pieniędzy, papierosów (jeśli zmarły był palaczem) i kadzidełek (obecnie zakazane jest ich zapalanie, ze względu na ryzyko pożarowe). Wszystkie te dobra mają zapewnić dostatnie życie pośmiertne. Obecnie Chińczycy podchodzą do tego zwyczaju praktycznie – część z nich zjada przyniesione na grób ofiary.

Chińczycy bardzo zważają na miejsce, w którym będą pochowani, wybierają “kwaterę” ze znacznym zapasem czasowym. Miejsce powinno mieć “dobry fengshui“, czyli najlepiej żeby znajdowało się wysoko, na stoku góry i było słoneczne. Podwójne miejsce z widokiem na jezioro Dian Chi kosztuje 50 tys. kuai’ów (25 tys. złotych!). Chińczycy są w stanie zapłacić nawet tak niebotyczną cenę, ponieważ uważają, że to ich przyszły dom oraz dobre miejsce pochówku zapewni pomyślność przyszłym pokoleniom.

Chińscy Muzułmanie mogą być pochowani w ziemi. Hanom (ok. 92% społeczeństwa) to prawo nie przysługuje. Rodzice mojej nauczycielki stoją przed dużym problemem – jej mama jest Huizu – chińską muzułmanką, jej tata jest Hanem. Namawia więc męża, aby przyswoił sobie podstawowe nauki Koranu i zdał “egzamin na muzułmanina”. Do egzaminu podchodził już kilka razy, za każdym razem z marnym skutkiem. Teraz 90-kilku latek kombinuje jak tu zrobić ściągi . Prosi też swoich znajomych, że by poszli zdawać za niego. Nikt jednak nie chce się podjąć tego zadania, gdyż Allah wszystko widzi…

My, korzystając z okazji, że w związku z powyższym świętem mamy 3 dni wolnego na uczelni, wybieramy się do oddalonego o 180 km od Kunmingu miasteczka Heijing. Jest to małe, położone w górach, podobno bardzo urokliwe miasteczko, które jeszcze nie jest aż tak turystyczne. Niestety, drogę z Kunmingu do Heijing  pokonamy pociągiem w ok… 6h ;/ Nie wiem, co to będzie za pociąg, wiemy natomiast jedno – był tani, bo kosztował całe 12 kuai’ów (6 zł). Wracamy w środę w godzinach wieczornych, postaramy się od razu wrzucić fotki i napisać parę słów o wyjeździe.