Kiedy w sobotnie przedpołudnie uczyłam się do egzaminów, niespodziewanie naszła mnie ochota na mały eksperyment… na swojej głowie. Słyszałam nie raz, że chińscy fryzjerzy ścinają dokładnie każdy włos a także masują głowę przed przystąpieniem do obcinania. Pewnej dziewczynie tak się to spodobało, że będąc w Wuhanie często nie myła głowy sama, tylko odwiedzała w tym celu zakład fryzjerski .

Pierwotnie, chciałam iść “się obciąć” kiedy Krzychu był na wycieczce w górach. Wrócił jednak nadspodziewanie szybko, więc wyjawiłam mu swój plan i wieczorem poszliśmy razem . Oprócz towarzystwa Krzycha miałam ze sobą także laptopa – wolałam nie opisywać swojego pomysłu tylko posłużyć się przykładowymi zdjęciami. Nie chciałam, aby fryzjer, kierując się lokalnymi trendami zrobił mi na głowie “kalafiora”:

„Kalafior” spotkany w Nankinie

Mimo wszystko element niepewności był dość spory. Chińczycy myślą przecież trochę inaczej niż my…

Ale skoro już ciąć to porządnie! Nigdy nie miałam bardzo krótkich włosów i w Poznaniu pewnie bym miała większe opory przed zmianami. W Chinach, no cóż, ogląda mnie tylko Krzychu i tutejsi znajomi, idzie zima – zawsze mogę chodzić przez jakiś czas w opasce czy czapce .

Cały “zabieg” trwał dość długo. Zgodnie z przewidywaniami najpierw mycie z masowaniem głowy (w pozycji leżącej, więc gdybym nie była tak podekscytowana to pewnie mogłabym uciąć sobie drzemkę), potem precyzyjne obcinanie, cieniowanie, przycinanie…

Oto i efekt końcowy

Koszt całego przedsięwzięcia wyniósł jedyne 10Y (ok. 5zł), więc jeśli macie ochotę na zmiany – polecamy chińskich fryzjerów