Tytuł wpisu może sugerować, że codziennie walczymy o życie przechodząc przez ulicę. Aż tak źle nie jest, jednak będąc w Chinach po raz pierwszy można doznać lekkiego szoku.

Generalnie osoby spoza Chin nie mogą prowadzić tutaj auta, chyba, że podejdą do tutejszego egzaminu na prawo jazdy. Dlaczego? Bo musielibyśmy zapomnieć o wszystkich zasadach ruchu drogowego. Przykłady? Proszę bardzo:

zmiana pasów następuje bez uprzedniej sygnalizacji, nie licząc klaksonu,
wyprzedzanie następuje w myśl zasady: zmieniam pas na lewy, wciskam klakson żeby poinformować, że jadę a ten, kto jedzie z naprzeciwka niech się sam martwi o siebie (przecież zawsze może zjechać na pobocze),
pokonywanie zakrętów na górskich wąskich dróżkach wychodzi tym lepiej, im szybciej się jedzie (dotyczy głównie kierowców ciężarówek),
masz elektryczny skuter? Możesz jeździć gdzie ci się podoba – po chodniku, po ulicy, nie ważne że masz swój pas ruchu przeznaczony dla jednośladów,
masz zielone światło, ale skręcasz w prawo? Dodaj gazu, przecież pieszych nie powinno być teraz na przejściu (jak mogą być na przejściu, skoro ja mam zielone?), a jeśli są to ich przegonisz, jesteś przecież większy.

Jedynym plusem jaki zauważyłem jest to, że Chińczycy wcale nie jeżdżą jakoś zaskakująco szybko. Jak na to, że główne ulice w Kunmingu mają czasem po 3-4 pasy, to jazda 50-60 jest standardem. Nasze wrażenia z ostatniej podróży do Fuminu, dokąd mieliśmy przyjemność dojechać autem ze znajomymi Chińczykami, możecie odsłuchać w kolejnej, krótkiej notatce audio.