Każdy prawdziwy mężczyzna szanujący samego siebie raz do roku musi doświadczyć czegoś niesamowitego. Można robić wiele rzeczy, ale choć ten jeden raz trzeba przeżyć koncert Gangu Albanii.

Nie ważne kim jesteś? Co robisz? I ile dostajesz kieszonkowego od rodziców. Możesz być super sprzedawcą ustalającym co miesiąc nowy rekord sprzedaży. Najlepszym uczniem w klasie, z którego rodzice są tak dumni, że zrobią dla Ciebie wszystko. Możesz też być rentierem, który tak naprawdę nic już nie musi robić by móc zapewnić sobie spokojną starość, ale… Codziennie jesteśmy narażeni na stres niepozwalający nam spać, na wysoką częstotliwość, przez którą nasze czaszki dymią oraz prace fizyczną doprowadzającą nasze kości najpierw do reumatyzmu, a następnie do rozpadu. Wszystko to kumuluje się do takiego poziomu, że nie pozostaje nam nic innego niż tylko wcisnąć przycisk reset i odczekać kilka sekund, aby wszystko się unormowało tak jak w twoim komputerze z systemem Windows.

Istnieją różne sposoby na zresetowanie się, no bo w końcu każdy z nas jest jedyny w swoim rodzaju, inny, jest oryginalny i każdego z nas kręcą inne rzeczy. Można zwyczajnie w świecie położyć się na kanapie i oglądać „Trudne sprawy” lub spędzić ten czas nieco bardziej aktywne wyruszając rowerem na nieznane dotąd rejony, które ujmą Cię swoim pejzażem. Wszystko zależy od naszej wyobraźni. Moja wyobraźnia w tym roku zatrzymała się na wydarzeniu odbywającym się w Sopocie, 30 kwietnia, na koncercie Gangu Albanii wraz z powrotem króla Albanii – Popek Live – uroczyście rozpoczynając majowy weekend.

Nie liczy się jak? Liczy się z kim !

Przyznaję, że stałem się wygodnisiem. Nie za bardzo chcę mi się chodzić bezcelowo po mieście (chodzi o spacer) o wiele częściej korzystam z komunikacji miejskiej i kocham jeździć autami. Nie lubię też świadomości tego, że gdzieś jestem spóźniony, przez co z niektórymi przewoźnikami nie za bardzo się lubimy. Może to starość, a może tylko moje lenistwo. Jednak gdy mój mózg osiąga status totalnego resetu nie interesuje mnie to, czym będę podróżował? W Jaki sposób ? Najistotniejsze jest to z kim jadę.

Nie pokonana ekipa, szczególnie w robieniu tych złych rzeczy

Z racji, że o wiele wcześniej zaplanowałem ten reset to równie wcześniej przygotowałem plan podróży i mimo że często doświadczałem niemiłych przeżyć ze strony przewoźnika PKP TLK to właśnie go wybrałem. Z symulacji, jaką przeprowadziłem wszystko było jak w zegarku o 18:53 wsiadamy do pociągu, bezpośrednio pokonujemy 91 kilometrów i o 21:18 lądujemy na dworcu głównym w Sopocie. Tak też było. W trakcie drogi mieliśmy okazję poznać 27 letniego Michała, który za tzw. dziesione dostał 5 lat wyroku odsiadując go w Iławie, była to jego pierwsza kara, a w czasie naszej rozmowy jego celem była wizyta u dziewczyny mieszkającej w Tczewie. Za to właśnie uwielbiam PKP można nawiązać nowe ciekawe znajomości, których na co dzień nie jesteśmy w stanie, bo po prostu się boimy.

Trzy dni w Sopocie.

W sumie to jeden dzień, a nawet tylko kilka nocnych godzin. Uwielbiam to miejsce – Sopot – Wychodzisz z dworca PKP przechodzisz 60 metrów i jesteś już na deptaku, na którym roi się od ludzi, wiesz, że to miejsce żyje. Prosisz o wykonanie zdjęcia, poznajesz nowe osoby, tworzysz małe grupki z ludźmi którzy przybyli tutaj w tym samym celu co ty, no i nie możesz się odczepić od hostess pracujących w klubach Go-Go. Właśnie tu wszystko się zaczyna i tu wszystko się kończy.

Czas na bal.

Choć może najpierw na długie oczekiwanie, w kolejce do klubu, a następnie na występ głównej gwiazdy Gangu Albanii.

100 osób przed nami i 100 osób za nami, ale całkiem sprawnie to poszło.

Szybkie selfie w oczekiwaniu na naszą kolej.

Poznałem Jezusa lubującego się w tatuażach.

Pani Agata znała się na swojej robocie.

Mieliśmy spać w Sheratonie, a spaliśmy pod nim.

Fajnie i nie fajne

Na pewno pozytywnie będę wspominał klub Scena mający swój specyficzny klimat, w którym chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Plus też za bliskie umiejscowienie z głównymi atrakcjami Sopotu, no bo kto normalny zrezygnowałby ze spaceru po molo o drugiej w nocy usilnie udając turystów z USA podczas zakupu biletów (Wielkie brawa dla pani w kasach). Pięknym elementem całego wydarzenia było na pewno nawiązywanie relacji z innymi członkami imprezy oraz obserwacja ich zachowań. Niecodziennie można spotkać swoją pierwszą miłość w kolejce do toalety, która na koncert Gangu Albanii przyjechała z mężem, gdy ich dwójka pociech spokojnie spała w ich nowo nabytym mieszkaniu. Rzadko się zdarza porozmawiać z 37 wcieleniem Jezusa, który pokochał tatuaże. Nieczęsto można bawić się jednocześnie na koncercie Gangu Albanii oraz wieczorze kawalerskim z facetami przebranymi w dość oryginalne garnitury (serduszka, dolary, sztabki złota) Dyskutować o psychologi zachowań ludzi pijanych z młodą barmanką no i wszcząć taneczną wojnę z przedstawicielkami federacji rosyjskiej, które świetnie posługiwały się językiem angielskim (my trochę też) więcej grzechów nie pamiętam, bo później była już tylko kupa śmiechu, którą zostawiam dla siebie.

Były również rzeczy, które mi się nie podobały. O ile całą imprezę oceniam pozytywnie tak sam koncert słabo, pomimo że darłem ryja jak prawdziwy psy-cho-fan i nagrałem mnóstwo filmików… długi okres oczekiwania na gwiazdę wieczoru i dodatkowe spóźnienie sprawiły, że pozostał pewny niesmak i niedosyt związany z powrotem Popka „Króla Albanii” do Polski. Cały skład Gangu Albanii spał w Sheratonie tuż obok klubu Scena więc skąd to spóźnienie ? Czy była to specjalna zagrywka organizatora imprezy? Czy pewien kaprys gwiazd? Tego się nie dowiedziałem, ponieważ sam koncert trwał godzinę, po której Gang rozpłynął się niczym poranna mgła. Zniknął, istna Amba Fatima. Nie było autografów, spotkania z fanami, zero organizacji, byli i się zmyli informując, że wszystkie te atrakcje odbędą się po południu o 14 gdzieś na plaży w czasie, w którym ja będę zdychał po koncercie.

Czemu ona spała ? Nie wiem

Ale ją obudziliśmy.

Dworzec PKP i sami menele.

Kochany bezpośredni powrót do domu

O 5:45 warto rozpocząć nawadnianie orgaznizmu.

Może za dużo wymagam… W sumie to już nie zmienię tego, co się wydarzyło. Mogę jedynie pozytywnie wspominać te chwile i czekać z niecierpliwością na kolejną kumulację ciśnienia zmuszającego mnie do wciśnięcia przycisku „reset” Co będzie za rok ? Kolejny koncert Gangu Albanii ? Tego nie wiem, ale na pewno będzie fajnie.