Koli w podstawę kręgosłupa powodując paraliż całego ciała. Dlaczego ludzie są fałszywi i się do tego nie przyznają? I czyja jest winna takiego stanu rzeczy?

Przez całe swoje życie uczymy się zarówno na własnych błędach jak i na błędach innych ludzi. I można by rzec, że tak BYŁO, JEST I BĘDZIE aż ten świat doczeka się swego końca po przez uderzenie wielkiej asteroidy, wybuchu słońca czy inwazję kosmitów. Będzie tak, ponieważ codziennie jesteśmy zaskakiwani po przez zjawiska atmosferyczne jaki dzieli się z nami nasza Matka natura, której powoli kończy się cierpliwość do gwałtów, jakich się na niej dopuszczamy. Oraz ludzi ukazujący pozytywne jak i negatywne czyny. Szkoda tylko, że te negatywne sprawy wzbudzają w nas duże pokłady emocji, przez co zostają wyryte na skale naszej pamięci.

Wszystko jest fajnie…. Do czasu.

Znasz tą chwilę, ponieważ codziennie jej doświadczasz przekraczając wrota swojego miejsca pracy. Już po drodze do niej spotykasz znajomych wymieniając się z nimi grzecznymi zwrotami, uściskami dłoni a nawet okrzykami radości. Ubierasz służbowy wymiętolony kubraczek mający na celu przywiązać Cię emocjonalnie do marki, której służysz. Przechodzisz do wykonywania swych obowiązków, uczynnie realizując polecenia kierownika licząc, że kiedyś zajmiesz jego miejsce i dostaniesz podwyższę. Pomagasz swoim bliskim współpracownikom, z którymi rozumiesz się bez słów, oraz próbujesz zbudować pozytywne relacje z koleżankami pracującymi na dalszych działach knując jak tu którąś zaliczyć. Po całym dniu efektywnej pracy mającej ogromny wpływ na dalsze funkcjonowanie biznesu, w którym pracujesz, ściągasz zmiętolony kubraczek, który jest dodatkowo przepocony i wrzucasz go w kąt szafki, aby czekam tam na Ciebie jutro. Mówisz wszystkim „Do juterka” i wracasz do domu. Niby half-life, relaks, spokojna codzienność. Do czasu, kiedy….

Fałsz koli Cię w twój rdzeń kręgowy

Z powodu nieświadomości tego, co tak naprawdę dzieje się za twoimi plecami. Z czasem dowiadujesz się, kto ma ambicje na stanowisko kierownika wsadzając głęboko paluszek w dupsko wysoko postawionemu kierownikowi. Słyszysz, kto notorycznie chodzi na poważne dyskusje do dyrektorki dzieląc się swoimi oryginalnymi pomysłami (to zwykli konfidenci) i kto na twoim dziale jest kretem psującym harmonię całego zespołu.

Ciężko uwierzyć, że ta słodziutka mandarynka o imieniu Jola, Magda czy jakoś tam, z którą codziennie się przytulasz, jesteś dla niej miły, kochany i zawsze chętnie jej pomagasz. Jest jednocześnie największą konfidentką w robocie. Ciężko uwierzyć, że ten pozornie spokojny chłopak z 2 piętra zazdrości innym wyników sprzedażowych i sieje plotki na ich temat, chcąc pozbyć się konkurencji, i…

Kto jest tu winny?

Być może ja jestem naiwnym głupkiem (no nie, ja akurat jestem idealny, prawie) uwypuklającym tylko pozytywne cechy w każdej osobie, jaką poznam. Może to wina ludzi, którzy łatwowiernie łykają niczym pelikan, wszelkiego rodzaju zmyślone historyjki, donosy, poszlaki itd. Próbują być łatwo dostępni po przez zamazanie granic poszczególnych szczebli obowiązującej hierarchii. A tak naprawdę dają sobie tylko wejść na głowę. Może to wina fałszywych ludzi, którzy po kilku przeżytych porażkach powiedzieli sobie „ Nie no mama miała rację, pierwszy milion trzeba ukraść”. Właśnie, może to wina rodziców tychże biedaków wychowujących ich na ofiary losu? Przecież dziedziczymy niektóre cechy po naszych rodzicach, więc może i fałsz jest jedną z nich, może tutaj należy zagłębić się w genetykę. I co tu teraz zrobić?

Czy warto karcić fałszywych ludzi próbując wbić im prawidłowe zasady kooperacji z resztą świata? Może. Czy należy olewać sytuacje, które kreują i przechodzić obok nich nie angażując swoich sił? Na pewno nie. Czy dalej utrzymywać z nimi kontakt, czy raczej totalnie się na nich zamknąć? Sam już nie wiem, więc po prostu robię swoje.