Nie chciałem rozdrabniać tego wpisu na kilka mniejszych, dlatego pozwolę sobie wrzucić wszystko do jednego worka.

Pamiętacie poprzedni wpis o wspinaczce w Fuminie? Napisałem ostatnio do Chinki, którą tam poznałem, z pytaniem o sklep ze sprzętem wspinaczkowym. Dostałem ładną mapkę z dojazdem. Ruszyłem na miasto na poszukiwanie owego sklepu. Oczywiście jak to często tutaj bywa, pytając o lokalizację dostałem błędną informację zwrotną i trochę pokrążyłem. No ale w końcu dotarłem na miejsce. Widząc poniższe ceny lekko mnie wbiło w ziemię:

60m dynamika kosztuje jedyne… 840 zł…. paranoja!

Jedyne 160 zł za jeden (!) ekspres Black Diamond – co to dla mnie.

Generalnie dałem sobie spokój z zakupami w chińskich sklepach – zarówno off jak i online’owych. Postanowiłem zakupić szpej w Polsce. Natrafiłem na 8a.pl na bardzo fajną promocję, szczególnie tanio wyszły ekspresy (180 zł za 5 ekspresów CT). Jak chcecie się oszpeić, to jest to dobra okazja. Już mamy z moim Piotruniem szczegóły dostawy ustalone, czekamy teraz aż próbna kartka wysłana przez Rodziców Kasi dojdzie na nasz chiński adres.

Druga sprawa: w ostatnią niedzielę byłem na skałkach. Zabrałem się z Peterem, Thorsenem i jeszcze jednym ziomkiem, którego imienia nie pamiętam. Bardzo ciekawe miejsce, aczkolwiek jeszcze nie na moje umiejętności (wycena w stylu 5.12c). Jaskinia, w której się wspinaliśmy to jedna wielka przewieszka. Po prawie miesięcznej przerwie we wspinaczce (nie licząc krótkiego epizodu w Fuminie) moje ręce zupełnie odzwyczaiły się od naprężeń mięśni do jakich dochodzi podczas wspinu. Poza tym, co tu ukrywać, chłopaki wspinali się już od wielu lat, więc są wymiataczami. Poniżej zamieszczam kilka fotek z wizyty w jaskini.

Jaskinia była naprawdę potężna

Droga na skałę prowadziła przez miedzę – szliśmy kanałem irygacyjnym

Dołączył do nas jeszcze Ben – kolejny turbo-wymiatacz z USA

Zawsze jednak warto wiedzieć, gdzie się udać, kiedy po bulderze w Red Point (lokalny klub wspinaczkowy) tak mi urosną łapska, że nie odpadnę od żadnego okapu

No i wspomniany wcześniej Rep Point – wczoraj skoczyłem do niego, żeby zapoznać się z kolejnymi ziomkami. Nieźle się na mnie patrzyli, kiedy wszedłem do środka – byłem jedynym białasem wśród całej zgrai Chińczyków-wspinaczy. Szybko przyłączyłem się do wspólnych baldzików. Lokalni wymiatacze tak mi dali do wiwatu, że od razu pozbyłem się starego naskórka na palcach. Po zakończonym wspinie wymieniłem się kontaktem, więc liczę, że w najbliższy weekened ruszymy w skały. Zakupiłem też topo rejonów wspinaczkowych w okolicach Kunmingu, żeby być całkiem rozeznanym w temacie.