Chciałem dziś wrócić do tematu ruchu drogowego na chińskich drogach. A to dlatego iż wracając z ostatniego wyjazdu na górę Jaiozi spróbowaliśmy łapać stopa. Nie był to pierwszy raz, ponieważ już w 2010, kiedy przyleciałem odwiedzić Kasię podczas jej rocznego pobyty w Nankinie, łapaliśmy stopa (swoją drogą z rozmów z Chińczykami wynika, że nie jest to popularny sposób podróżowania wśród Chińczyków; jeśli już się widuje stopujących, to są to laowai’e). Tym razem również udało nam się, ba, zostaliśmy podwiezieni prawie pod same drzwi mieszkania, za co jesteśmy ogromnie wdzięczni Chińczykom, którzy podwieźli nasze 4-litery. Jeśli jednak chodzi o to, w jaki sposób Chińczycy prowadzą, to do chińskiego samochodu wsiadam tylko w ostateczności.

Nie będę powtarzał tego, co napisałem już kilka miesięcy temu. Chciałbym przytoczyć kilka innych faktów, które zauważyłem podczas ostatniej jazdy stopem. Otóż nikt z moich pasażerów, a było to małżeństwo z małym dzieckiem, nie miał zapiętych pasów. Ja z kolei, siedząc na tylnej kanapie, miałem problem z zapięciem swoich. Chińczycy bowiem lubują się w zakładaniu pokrowców na tapicerkę foteli samochodowych, które skutecznie uniemożliwiają zapięcie pasów z tyłu. Myślę, że rynek tego typu produktów wart jest więcej niż rynek samochodowy w Europie, bo na oko 95% właścicieli samochodów zakłada pokrowce na fotele. I nie ważne, czy tapicerka jest welurowa czy ze skóry. Przecież skóra nie wygląda lepiej niż koronkowe pokrowce. Albo gazeta na podłodze, która ma zabezpieczyć przed pobrudzeniem

Kto powiedział, że pojemnik na chusteczki musi być nudy

Mało tego, matka siedząca na miejscu pasażera miała cały czas dziecko na rękach. Nie wiem, czy w ogóle brała pod uwagę ewentualność jak zachowa się ciało dzieciątka przy ostrzejszym hamowaniu. O takich oczywistościach jak zatrzymywanie się na zakręcie, bo córeczce chce się pić w ogóle nie będę wspominał, bo po co – dziecko płacze, to trzeba się zatrzymać.

Po co widzieć coś przez tylną szybę, przecież jadę prosto…

Po powrocie zacząłem dyskusję na ten temat z Denisem, moich rosyjskim znajomym z uniwerku. Wg niego może i Chińczycy nie zapinają pasów, jeżdżą jak pokręceni, wyprzedzają na zakrętach i mają w nosie przepisy, ale za to są bardziej uważni na drogach, bo są przyzwyczajeni do tego, iż zza każdego rogu może wyskoczyć dziad na rowerze, który absolutnie nie przejmuje się tym, czy coś go rozjedzie czy nie. Teoria Denisa jednak legła w gruzach po sprawdzeniu danych WHO dotyczących śmiertelności na drogach. Otóż na 100 000 pojazdów, w Chinach dochodzi do 445 przypadków śmiertelnych (45. miejsce na świecie). W niechlubnej czołówce przeważają kraje Afryki i Azji Południowo-Wschodniej, również odwiedzony przez nas Wietnam (miejsce 31, aż 1 238 ofiar śmiertelnych). Dla porównani Polska zajmuje 136 miejsce, z 28 ofiarami śmiertelnymi/100 000 pojazdów.

Po coś chyba jednak te pasy są produkowane…