Przecież to takie szlachetne i opłacalne zajęcie przynoszące ponad przeciętne korzyści! A może jednak w tej branży jest coś szarlatańskiego, co odpycha ludzi?

Kto z nas nie miał do czynienia z branżą sprzedaży bezpośredniej czy mlm? Oprócz mojej babci chyba każdy, chociaż w sumie i ona załapała się na kilka „pokazów” i wróciła do domu z pokaźnym zestawem super-hiper-mega pościeli odpornej na promieniowanie UV.

Ile razy odbierałeś telefon i dziękowałeś a nawet błagałeś, aby nie wysyłali do Ciebie żadnego zaproszenia na fantastyczny pokaz wkrętaków do drewna? (Pisząc ten tekst odebrałem już 2 takie telefony, grzecznie wysłuchałem i podziękowałem) Każdy w gronie swoich znajomych czy też rodziny ma jedną a może nawet kilka nawiedzonych konsultantek Avonu (Czy Oriflame’u, jak kto woli), które desperacko poszukują nowych osób w celu ich zrekrutowania do szeregów „sekty” Są niekiedy tak bardzo zdesperowane, że posuwają się do nieetycznych działań. Rekrutują byle, kogo aby tylko zapchać dziurę w planie i mieć wypłacone pieniądze albo robią zakupy na konkretnych klientów, aby utrzymać obrót grupy albo to i to. I tak cała branża dostaje po dupie. Dziękujemy wam.

Jest jeszcze wiele niefajnych za grań czy to firm działających w tym systemie dystrybucji czy też liderów chcących szybko uzyskać pokaźnie dochody. Jednak to nie czas i miejsce na wyrzucanie brudów (a może jednak) tylko ukazanie tego…

Czego ludzie boją się w marketingu sieciowym?

Piramida Amber Gold – A może jednak piramida Cheopsa? Nie? Na pewno? Strach przed utratą swoich ciężko zarobionych pieniędzy i jeszcze cenniejszego czasu nie jest zabawne. Lecz bezpodstawne porównywanie legalnego biznesu o odmiennym systemie dystrybucji do piramidy finansowej już tak. Oczywiście tak jak pisałem powyżej na rynku znajdują się firmy oczekujące tylko na to żeby wyciągnąć z Ciebie ostatnie drobniaki z portfela albo liderzy usilnie wciskający Ci kit o milionach złotych zarobionych na obracaniu odchodami mrówek wspaniale zwalczających raka. Dziś Internet to świetne narzędzie, aby móc prześwietlić konkretną firmę. Jest CEIDG, KRS… MPO, LSD aż na serwisach branżowych kończąc, więc nie ma, czego się obawiać, że zostaniesz jednym z podwładnych faraona i wraz z tysiącami innych niewolników będziesz musiał budować jego piramidę.

To Sekta – No cóż…. Te wszystkie szkolenia, spotkania, często sztuczne pompowanie się motywacją, ciągłe nawijanie swoim znajomym i rodzinie o tym, czym się zajmujesz i czy przypadkiem nie potrzebują twojego produktu (To nazywa się-Prospecting)… wygląda na sekciarskie, ale to tylko tak wygląda. Sam nie jestem zwolennikiem tych wszystkich zlotów, na których przyjeżdża jakaś „sławna” głowa od motywacji i nakręca Cię do bicia rekordów Guinnesa w podskakiwaniu na jednej nodze szeroko szczerząc się do kolegi siedzącego obok. Jeżeli masz silne pragnienie, aby coś osiągnąć to żadna motywacja nie jest Ci potrzeba tylko solidny kopniak w dupę abyś zaczął działać. Lubię natomiast „rocznice” czy też zamknięte szkolenia prowadzone przez liderów ze sporym doświadczeniem w branży, którzy już tak naprawdę mogą spokojnie odejść na emeryturę. Jest konkretna wiedza bez owijania w bawełnę i można w tym czasie poznać jeszcze wartościowych ludzi.

Brak czasu dla… – Rodziny, znajomych, psa, kota i jeszcze telewizora. Fakt, jeżeli chcesz zająć się tym na poważnie tak, aby przynosiło Tobie i twoim bliskim konkretne korzyści musisz poświęcić czas, inaczej się nie da. No chyba, że jesteś świetnym blogerem / marketingowcem / vlogerem czy kimkolwiek tam, kto potrafi przyciągnąć do siebie tłumy jedną akcją. Tak, aby twój telefon nie zawiesił się od ilości aktywnych aplikacji tylko od ilości połączeń przychodzących (kup dwa, tak na wszelki wypadek), Jeżeli jesteś albo byłeś przedsiębiorcą lub pracowałeś w korporacji to znasz ból związany z brakiem czasu. Powinieneś idealnie odnaleźć się w realiach tej branży. Jeżeli nie to pora pomyśleć, z czego zrezygnować w codziennym planie dnia… z dwóch godzin siedzenia przed telewizorem czy też ze spaceru z psem. Warto w ogóle zacząć lepiej gospodarować swój czas.

Będę musiał „coś” wciskać – Wciskać to można się w kolejkę do baru w przepełnionej ludźmi dyskotece. Tutaj chodzi o sprzedaż oraz budowę swojego zespołu sprzedażowego a to stanowczo się różni od wciskania komuś na siłę. Szczególnie, że im usilniej się wciska tym powiedzmy „potencjalny klient” jest bardziej nastawiony na „Nie” a często osoba działająca w tej branży to właśnie słyszy. Niczego nie trzeba wciskać. Idziesz, informujesz, oferujesz i czekasz… Brat mówi NIE? Spoko. Ciocia nie chcę nic kupić? No i fajnie. Sąsiad mówi wprost „Spierdalaj, panie!” Mówisz „Pozdrawiam, do widzenia” Potrafisz poradzić sobie z odrzuceniem i ciągłym…

Nie dziękuję, nie, nie potrzebuję, nie chcę!– To właśnie wyrażenie niechęci do twojego wspaniałego produktu i biznesu jest czynnikiem odpychającym twoją osobę do zaangażowania się w branżę marketingu sieciowego. Niestety tego nie da się przeskoczyć. Trzeba niekiedy przeorać tony ziemi, aby odnaleźć ten jeden jedyny samorodek złota, która zapewni Ci wyżywienie na kolejne tygodnie. Myślisz, że w pracy na etacie jest inaczej. Pracując w korpo i oferując klientom B2B i B2C elektronikę użytkową wraz z usługami dodatkowymi (ubezpieczenie, Orange, Nc+) pamiętam jak ogarniała mnie prawdziwa wścieklizna, gdy słyszałem od swoich klientów „Nie” a raz zdarzyło mi się przeżyć z tego powodu prawdziwą depresję.  Praca w sklepie stacjonarnym wyróżnia się tym, że stoisz i czekasz na klienta. Nie masz za bardzo możliwości wpłynięcia na lokalne działania marketingowe no, bo regulamin, bo jesteś tylko sprzedawcą i pierdu, pierdu… a każdy przejaw kreatywności kończy się zazwyczaj na biurku pani dyrektor a może trafniej, w jej śmietniku. Więc stoisz (ogarniając jednocześnie wszystko) i czekasz. Średnio przez nasz market codziennie przewijało się około 2000 tyś potencjalnych klientów, przynajmniej tyle mówiły statystyki a że były robione przez górę to nie były zbytnio wiarygodne, ale nie ważne. Myślisz, że ilu z tych 2000 tyś potencjalnych klientów w ogóle coś kupiło? Większość mojego czasu w pracy zajmowało doradzanie rozwiązywanie problemów, oferowanie, wskazywanie, porównywanie itd. Wyobraź sobie, że przy dobrym dniu zrobiliśmy ponad 20000 tyś zł utargu z około osiemnastu transakcji na głowę. Jak myślisz ile ubezpieczeń sprzedaliśmy? Czy nasycenie wynosiło 100 %? Oj Uwierz, że nie! Maksymalnie udawało się nam wyciągnąć po osiem do sprzedanych ubezpieczeń. Maksymalnie! A bywały takie dni gdzie nic nie dosprzedaliśmy. Czy wtedy rezygnowaliśmy z dnia na dzień i zmienialiśmy naszą profesję? Nie, wstawaliśmy i zaczynaliśmy oranie ziemi od początku.

Pamiętam, gdy sam rozpoczynałem współpracę z takimi firmami jak S7 Medical Company i DRB Centrum Odszkodowań. Odczuwałem pewien niepokój związany z tym czy ja to wszystko uradzę, czy się nadaje, i jak to będzie.  Z drugiej strony czułem ekscytację, bo w końcu związałem się z firmami, z którymi jest mi „po drodze”, które grają fair play zarówno w stosunku do klienta jak i do mnie, ponieważ przed tymi czasami wiązałem się z firmami i liderami, którzy robili mnie w konia a ja im ślepo ufałem. Cóż samo życie.

Warto robić rzeczy, których się boimy i warto próbować tych nowych, ponieważ tylko w taki sposób rozwijamy swój potencjał. Warto też czasem ryzykować.

Ryzykownie znaczy dziś bezpiecznie