Przez ostatnie kilka dni w Kunmingu spotykaliśmy się z Polką, Moniką, która podróżuje po Azji. Znalazła nas na w sieci, nawiązaliśmy kontakt i w zeszły weekend byliśmy razem na Xi Shanie (Western Hill), górze, z którą związany jest przesąd o parach (jak na razie jeszcze się nie rozstaliśmy ). Monika trochę pomieszkiwała u Chinki, Vicky, którą znalazła przez Couch Surfing.

Czy to hotel? Centrum handlowe? Nie, to wejście do KTV, czyli centrum karaoke

Wczoraj Vicky zaprosiła nas na karaoke – zarezerwowała pokój do śpiewania dla swojego syna z okazji dnia dziecka. Dostaliśmy adres – dostaliśmy kilka SMSów z instrukcjami, żeby adres podać kierowcy taksówki (uwielbiam to, że Chińczycy traktują nas jak jeleni, którzy nie potrafią odnaleźć się w mieście – nie jesteśmy nieporadnymi Chińczykami, damy sobie radę, heloooł! ). Znalazłem miejsce na mapie, dojazd (oczywiście komunikacją miejską, nie jesteśmy jeleniami!), jedziemy. Po opuszczeniu autobusu nie mamy problemu ze znalezieniem budynku – jest to duży kilkupiętrowy budynek, z którego bije łuna neonów. – Jezu, znów nas zabiera do jakiegoś turbo-luksusu – uśmiechając się do siebie z Moniką, przypominając sobie poprzednią wizytę w herbaciarni znajomego Vicky, w której zaparzenie dzbanka herbaty kosztuje… 1000 yuanów (500 zł). A to była najtańsza opcja…

Wchodzimy do holu głównego. Przy długiej hotelowa ladzie stoi z tuzin obsługujących, ubranych w garnitury i garsonki z logo Windsor KTV. Witają skinieniem gości. Pod oknem stoi skórzana sofa, na której siedzi już lekko podpity gość. Mam wrażenie, że mój strój tutaj nie pasuje – sandały, jeansy, koszulka Angry Birds oraz plecak. Nikt jednak nie zwraca na nas uwagi. Wchodzimy na ruchome schody, na których szczycie stoi równie elegancko ubrana dziewczyna z iPadem w dłoni i słuchawką w uchu (tak, żeby miała kontakt z bazą ). Pyta nas w czym może nam pomóc. Odpowiadamy, że idziemy do znajomych do pokoju 316. Dziewczyna sprawdza na ekranie tabletu czy rzeczywiście ktoś jest w tym pokoju, po czym prowadzi nas do niego.

Tak wyglądał hol główny owego przybytku

Idąc wąskim korytarzem, mijamy kilkanaście drzwi z małymi przeszkleniami. Rzucam krótkie spojrzenia do środka. Gromady rozentuzjazmowanych Chińczyków, siedzą na wygodnych, szerokich kanapach. Kilka osób stoi i z wyraźną satysfakcją dzierży w dłoni mikrofon. Wszyscy są odstrzeleni jak stróż w Boże Ciało – faceci w marynarkach i koszulach, babki w kusych kieckach i szpilkach. Na stołach stoją wielkie patery w kształcie piramidy, wypełnione po brzegi owocami, a zaraz obok las małych butelek Heinekena (a nie jakiegoś tam Snowa!). Tak właśnie bawią się młodzi bogaci Chińczycy…

No i jedziemy z Lionelem

Wchodzimy do naszego pokoju, Vicky przerywa śpiew i wita się z nami. Przedstawia nam swoją koleżankę, która również jest ze swoim synkiem. Wizyta w KTV jest prezentem dla ich dzieci na dzień dziecka. A przy okazji dla nich samych, bo Chińczycy wyglądają i zachowują się jakby mieli 10 lat mniej. Siadamy na kanapie, Vicky prosi nas o wybór piosenki – Yyyy… a coś z repertuaru Metalliki jest? – pytam, po czym Vicky wynajduje jakieś zagraniczne piosenki. Śpiewa głównie ona, zna większość tekstów Shakiry, Celine Dion i innych znanych kawałków. Później przerzucają się na chińskie melodie. Rozpoznaję kilka z nich – te same kawałki lecą w kółko w autobusach, w knajpach czy w reklamach. Większość teledysków przedstawia skąpo ubrane dziewczyny tańczące w rytm muzyki.

Pijemy kolejne browary, a dzieciaki z nudów grają na iPhonie Vicky. Muzyka gra tak głośno, że rano jestem lekko przygłuchawy. – To chyba średnio wychowawcze – mówię do Moniki. Ta potwierdza skinieniem głowy. Wychodzę do kibelka, gdzie nie wierzę własnym oczom i nosowi – nie śmierdzi, wszędzie czysto, a pan klozetowy ubrany jest w schludny strój roboczy i podnosi niewidzialne dla mnie papierki. Inny świat.

Chiny nie są odosobnionym przypadkiem, gdzie karaoke jest bardzo popularnym sposobem na spędzanie wolne czasu i pieniędzy. Podczas naszej wyprawy do Wietnamu w wielu miejscach spotkaliśmy się z karaoke. Jednak jego wietnamska wersja było nieco uboższa od Chińskiego – grupa znajomych siedziała na maleńkich zydelkach, śmiejąc się i wturując śpiewem soliście, który stał naprzeciwko dużego telewizora z mikrofonem w ręku.

Skąd tego typu rozrywka? Dlaczego karaoke, które w Europie nie wzbudza żadnych emocji, w Azji jest obowiązkowym punktem w chińskim programie kulturalno-rozrywkowym? Po pierwsze dlatego, iż daje pewne poczucie prywatności – płacisz niemałą kasę, za to, żeby dostać pokój tylko dla siebie i swoich znajomych, odseparowanych od świata zewnętrznego, problemów i codzienności. Po drugie pozwala na wyróżnienie się z tłumu, choć na chwilę.

Karaoke jest formą wyzwolenia z kolektywu, próbą wyrażenia indywidualności przez człowieka niepewnego swej wartości, zdominowanego przez zbiorowość, szukającego łatwego samopotwierdzenia. Miliony powtarzają cudze przeboje, nikt nie śpiewa piosenek oryginalnych. W ten sposób nikt nie ryzykuje, że komuś nie spodoba się piosenka, że ktoś jej nie zrozumie. Gdy się pomylisz, zapomnisz słów, słuchacze zawsze dośpiewają za ciebie.