Ostatnio pomagałem koleżance w pewnym przedsięwzięciem dotyczącym czytelnictwa książek na świecie. Przeprowadziłem kilka rozmów ze znajomymi Chińczykami (jakby podeszło się do nieznajomego Chińczyka na ulicy, to wątpię, żeby w ogóle chciał rozmawiać z białasem, przestraszyłby się i uciekł ) na temat tego jakie książki czytają Chińczycy, czy czyta się dużo, gdzie się czyta i w jakiej formie. Ponieważ trochę już poznałem zwyczaje i sposób myślenia naszych skośnookich znajomych, łatwo domyśliłem się, że odpowiedzi na te pytania będą bardzo dyplomatyczne, żeby nie powiedzieć, że tendencyjne. Nie zawiodłem się jedynie na Tanny, mojej chińskiej przyjaciółce, o której już kilkakrotnie wspominałem na blogu.

Tanny podesłała mi również to zdjęcie, przedstawiające księgarnię, w której książki sprzedawane były… na wagę.

Otóż z jej wypowiedzi wynika, iż:

Chińczycy generalnie nie są molami książkowymi, czyta się raczej mało, a jeśli już się czyta to są to albo romansidła, albo obowiązkowe lektury akademickie, albo książki typu “Jak zdobyć milion juanów”,
w Chinach nie czyta się w miejscach publicznych – stwierdziła, że po prostu Chińczycy tego nie robią; dodała, że jeśli czytałaby w autobusie, to inni mogliby wziąć ją za jakąś uczoną albo dziwną:P,
jeśli chodzi o formę, to coraz częściej Chińczycy czytają e-booki, ale nie na e-czytnikach (jeszcze nigdy nikogo nie widziałem z takowym), ale raczej na telefonie, tablecie czy komputerze; oczywiście e-booki w Chinach się kupuje ,
pomimo tego, iż literatura chińska jest bogata oraz istnieje kanon książek typu “must read”, to rzadko który Chińczyk przeczytał je wszystkie.

Faktem jest, że w uczelnianej bibliotece zawsze jest pełno ludzi. Jednak czytają oni tylko i wyłącznie pozycje obowiązkowe do egzaminów lub poradniki, po przeczytaniu których życie Chińczyka ma stać się lepsze, zacznie odnosić same sukcesy a kasa będzie mu spadać, niczym manna, z nieba (zawsze jakoś sceptycznie podchodziłem do tego typu książek).

Z czego wynika taki stan rzeczy? Po części z tego, iż Chińczycy od najmłodszych lat uczestniczą w wyścigu szczurów. Wymaga się od nich coraz więcej, a system edukacyjny, nakazuje wykuwać wszystko na przysłowiową blachę. W związku z tym, po zajęciach, które trwają często do późnych godzin wieczornych, nie ma się już czasu na czytanie czegoś dla siebie. No dobrze, dobrze, ale przecież jest weekend, święta i wakacje. A no w tym czasie można przecież zrobić 1000 innych rzeczy. Niekoniecznie czytać książki.