Bywało się trochę już na wspólnych wspinach z Chińczykami. Chciałem się dziś zatem z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami. Wpis ten będzie zlepkiem wszystkich historii, jakie miały miejsce podczas mojej 6-miesięcznej przygody z chińskimi wspinaczami.

Wyjeżdżamy z Kunmingu koło 10:30. W Fuminie, bo tam się najczęściej wspinamy, jesteśmy koło 12, więc obowiązkowo lunch. Po 20 minutach pakujemy się do samochodów i jedziemy pod skałę. Dopiero teraz dostrzegam, że niektóre z dziewczyn noszą buty na obcasie. Świetnie, po prostu genialnie. Inne na rękach noszą psa…  a jeszcze inne nowe buty wspinaczkowe w… kartonach. Nie no, to jest chyba jakiś żart – z kim ja jeżdżę na wspin do cholery?! Po kiego grzyba te psy i kartony? Nie można psa zastawić znajomym a butów wsadzić po prostu do plecaka? Show-off musi być ;/

Idziemy pod skałę. Znów dębieję na widok jednej z dziewcząt rozkładającej parasol przeciwsłoneczny. Jezu, po co chłopaki biorą te swoje koleżanki na wspin? Lepiej je zaprosić na kawę (sorry, Chińczycy nie piją kawy) czy do parku, a skały niech omijają szerokim łukiem. Kolejna sprawa, która jest niczym zagadka Enigmy – co oni mają w tych wszystkich tobołkach? No i się okazuje – że w tobołkach jest:

termos z gorącą wodą (Chińczycy, który piją dużo herbaty od czasu do czasu muszą pić coś innego, a co jeśli nie wrzątek ),
karton jogurtów (bo wcześniej nie można było zjeść czegoś bardziej pożywnego niż ryżowy makaron w zupie),
karton butelkowanej wody 0,5l (bo przecież butelki 1,5l są dużo mniej wygodne do noszenia niż karton 10 małych butelek 0,5l, prawda?),
przenośne radyjko (bo tak cicho jakoś w tych górach, więc niech sobie coś pogra),
maszynka do gotowania/podtrzymywania temperatury ryżu (bo raz jak się zje zimny ryż ugotowany wcześniej, to przecież zgodnie z tym co mówiła mama rozboli mnie głowa),
naczynia (bo przecież jedziemy do dzikiej natury, gdzie będziemy gotować niczym skauci),
jednorazowe pałeczki (bo przecież czymś trzeba jeść).

„I po co oni mnie tu przytargali, mogłem sobie spokojnie leżeć w moim kojcu…”

Wybaczcie moją złośliwość w stosunku do moich znajomych oraz całego narodu chińskiego. Bardzo lubię moich znajomych, a Chińczycy to generalnie bardzo mili i dobroduszni ludzie. Ale to, co robią w niektórych sytuacjach aż się prosi, żeby opisać i dzielić się z szeroką publicznością Sami chyba przyznacie, że to istna komedia.

A gdzie w tym wszystkim wspin? Jaki wspin? A no tak właśnie wygląda wspinaczka z Chińczykami