Wszystko zaczęło się od tego, że Rodzice Kasi kupili Kindle 4 Classic jako bożonarodzeniowy prezent dla jej siostry. Marta dużo czyta, spędzała sporo czasu przed komputerem, stąd przyszedł pomysł na zakup takiego małego e-gadżetu. Czytanie na Kindle bardzo jej się spodobało, o czym opowiadała siostrze podczas rozmów na skypie. A że word of mouth między siostrami okazało się nadzwyczaj silne, Kasia postanowiła również zakupić sobie swój e-czytnik, który został jej doręczony przez Pawła w czasie naszej podróży do Wietnamu. Nie mieliśmy tam zbyt dużo czasu na czytanie, jednak po powrocie do Kunmingu było go już trochę więcej.

Przez pierwsze 2 tygodnie prawie nie było kontaktu z Kasią – czytała jak oszalała, nie pozwalała dotknąć swojego kundelka (mam w zwyczaju tak nazywać Kindle) a jak już mogłem czytać, to tylko w pokrowcu. Żartuję 😛 , jednak jeśli chodzi o nowe rzeczy, zwłaszcza elektronikę Kasia podchodzi do tych spraw bardzo poważnie.

Ostatnio jednak to ja więcej czytam używając Kindle niż Kasia, głównie z powodu tego, iż studiuje ona na dwóch uczelniach jednocześnie i nie ma za bardzo czasu czytać. Ja z kolei zacząłem czytać w każdej wolnej chwili – czy to między zajęciami, czekając na przystanku czy w autobusie. Czytnik ma tą zaletę, iż daje możliwość czytania książek po polsku będąc za granicą, nie wydając fortuny na ściąganie książek do Chin oraz nie męcząc wzroku czytając na komputerze.

Na początku trochę dziwnie się czułem trzymając takiego cienkiego malca – porównując do otwartej książki, Kindle jest co najmniej 2 razy mniejszy. Szybko jednak człowiek przyzwyczaja się do tego, że jest lekki, zgrabny, poręczny, sam pamięta, gdzie skończyłem czytać (w przypadku, gdy zasypiam nad książka jest to nieoceniona funkcja 🙂 ). Jednak największą zaletą jest możliwość używania Kindle w podróży – nie wyobrażam sobie już podróżowania z papierową książką w plecaku, chyba, że jest to przewodnik Lonely Planet.

Jakoś nie przekonuje mnie 7 powodów, dla których tradycyjna książka jest lepsza od e-booka. Nigdy nie zabiłem komara książka (do tego służy gazeta lub koszulka), nie mówiąc już o tak abstrakcyjnym pomyśle jak podcieranie się wyrwanymi z książki stronami… Oczywiście nie mówię, że w przyszłości nie kupię już papierowej książki, jednak możliwość natychmiastowego zakupu książki, o której przeczytałem w Internecie czy gazecie, bez wychodzenia z domu jest bardzo miłą alternatywą. Człowiek robi się coraz bardziej leniwy i wygodny… taki life 😛

Z tych właśnie względów postanowiłem kupić sobie Kindle w Chinach, na chińskim odpowiedniku allegro – taobao.com. Był sporo tańszy od oferowanych na allegro, bo kosztował 560 yanów (ok 280 zł). Jest produkowany w Chinach, więc prawdopodobnie odchodzą koszty tła, transportu itp. Jednak nie proście nas o zakup Kindle w Chinach – już i tak będziemy mieć tyle własnych bagaży, że nie wiem, jak wrócimy do kraju 😛

Można zatem powiedzieć, że Rodzice Kasi stali się w pewnym sensie trendsetterami, za co im serdecznie dziękujemy 🙂 Dzięki temu mamy obecnie 2 kundle w mieszkaniu 🙂

PS. W następnym wpisie dam znać jak się spisuje Kindle oraz z jakich ciekawych narzędzi można korzystać, żeby wycisnąć z czytnika 100% jego możliwości 🙂