Wróciliśmy z Laosu! Po 25h w autobusie z Luang Prabang do Kunmingu, znów jesteśmy w zatłoczonych Chinach. Jednak nie na długo. Już za tydzień o tej porze będziemy gdzieś w przestworzach w samolocie powrotnym do Polski 🙂 Juhu!

Chciałem podsumować wyjazd, tak na szybko – szczegółowa relacja wraz z fotkami oczywiście będzie na bieżąco uaktualniana. Co podobało nam się najbardziej? To, że w kraju, powierzchniowo podobnym do Rumuni, mieszka zaledwie 6 mln mieszkańców. To tyle, ile w naszym Kunmingu! 😛 Stąd możecie sobie wyobrazić, że byliśmy niezmiernie zadowoleni z tego faktu. Cisza, spokój, żadnego charkania (a nawet jeśli, to nie rzucało się to w oczy… uszy 😛 ), przepychania się w kolejkach, palenia w autobusach.

Od początku naszego pobytu stwierdziliśmy zgodnie z Kasią, że Laotańczycy są przede wszystkim bardziej wyluzowani od Wietnamczyków, skorzy do targowania się i nie cwaniakują. Często z uśmiechem pozdrawiali nas laotańskim sabaidi, szczególnie na wsiach. Zdarzają się oczywiście, jak wszędzie, próby naciągnięcia cen, jednak nie jest to namolne i nie wpływa zupełnie na postrzeganie kraju. Nie możemy pochwalić się znaczną wiedzą na temat Laosu i jego mieszkańców – spędziliśmy w jego północnej części tylko 11 dni. Wspaniałych dni 🙂

Wielki plus dla Laosu za:

niesamowite krajobrazy
przemiłych lokalsów
brak dzikich tłumów turystów
jaskinie bez światła, przewodnika i innych udogodnień
wodospady z nieckami do pływania
fruit shake’i – mango + ananas + odrobina soku z limonki WYMIATA 🙂
pyszne bagietki
nielimitowany dostęp do neta

Stay tuned – cdn 🙂