Jakiś czas temu będąc na wspinaczce z chińskimi znajomymi, zauważyłem bardzo ciekawą rzecz. A mianowicie, chłopaki dużo większą uwagę przywiązywali do mnie niż do Kasi. Dało się to zauważyć szczególnie w czasie pożegnania – chłopaki patrzyli mi w twarz, szczerząc się i głośno wypowiadali moje imię w zwrocie bye Chris. Kasię prawie pominęli. Później, kiedy mieliśmy pokonywać rzekę, w miejscu, w którym już kiedyś to robiliśmy z Kasią (ja przeszedłem z lekkim trudem, Kasia znalazła inne miejsce) James zapytał mnie, czy damy radę przejść (byliśmy jeszcze z kilkoma innymi dziewczynami, stąd obawa, że może pojawić się trudność). Byłem pierwszym, którego zapytał o radę w tej sprawie. To ewidentnie znak, że liczy się on z moim zdaniem.

J, James (w okularach) oraz my podczas ostatniej wspinaczki w Fuminie

Możliwe, że jest to związane z tym, że było to pierwsze spotkanie Kasi z Jem (tak, to jest imię – jakiś Amerykanin nadał imię Joseph, którego Chińczyk nie polubił, więc skrócił je do J) i Jamesem, dlatego Chińczycy nie byli jeszcze do niej przekonani. Jednak bardziej prawdopodobna wersja jest taka, że związane jest to z moimi umiejętnościami oraz… wzrostem Ponieważ jestem długi jak patyk a zasięg moich ramion jest większy o 0,5m niż Jamesa, mogę pokonywać drogi wspinaczkowe, których ten nie jest w stanie przejść. Pokazując, że jestem w czymś dobry, przekonuję go do siebie. Jestem bardziej wiarygodny, przez co wzbudzam jego szacunek i sympatię. Co więcej, zbliża nas zatem wspólne hobby.

Ponadto James do czasu, kiedy się spotkaliśmy, nie miał swojego angielskiego imienia. Mam w zwyczaju nadawać je moim chińskim znajomym, którzy ich jeszcze nie mają. Po pierwsze ułatwia mi to komunikację z nimi, mogę swobodnie zwracać się do nich po imieniu (mam problemy z zapamiętywaniem imion w ogóle, a co dopiero chińskich!). Po drugie zauważam, że otrzymywanie angielskiego imienia sprawia im przyjemność. I jednocześnie wzbudza też pewnego rodzaju więź czy szacunek. Bo jeśli wybierzesz imię, które im się spodoba, to będą go bardzo chętnie używali. James od razu skojarzył swoje imię z Bondem. I ewidentnie był tym faktem ukontentowany

Wiem, że nie odkrywam Ameryki. Nie od dziś wiadomo, że lubimy bardziej osoby, które są do nas podobne, dzielą z nami zainteresowania i poglądy. Chciałem jednak podkreślić, jak ważne jest to szczególnie w Państwie Środka, gdzie wzbudzić szacunek u Chińczyka nie jest wcale tak łatwo. Dużo łatwiej przełamać pierwsze lody w znajomości, gdy możemy choć trochę pochwalić się swoimi umiejętnościami w dziedzinie, którą wspólnie dzielimy z Chińczykami.