No właśnie. To kwestia dość fundamentalna. Kiedy stoisz przed decyzją czy zabrać więcej polskiego jedzenia czy więcej ciuchów, decyzja jest prosta – bierz żarcie! Kasia, doświadczona po pierwszym swoim dłuższym pobycie w Chinach, zdecydowanie kładzie nacisk na to, żeby wziąć więcej musli, kaszek, owsianek, kabanosów, próżniowo pakowanych wędlin i wszystkiego, co może przetrwać długi lot i nie popsuje się po tygodniu.

Plan jest taki, że zabieramy duże plecaki i ładujemy do nich ile wlezie. Resztę będziemy jakoś przyczepiać trokami. Takiego potwora zrzucamy do dużego worka, z jakiejś juty czy coś w tym stylu (Kasia znalazła coś takiego), żeby się nic nie zgubiło/nie odpadło w czasie transportu.

A propos próżniowego pakowania. Kasia wpadła na bardzo fajny pomysł (czy nie macie wrażenia, że ciągle wpada na dobre pomysły? Może powinna w ten sposób zarabiać na życie?) spakowania się w worki próżniowe. Pomysł zaczerpnięty od Luolin (wielkie dzięki, Karolina!). Worki zakupione w Poznaniu u pewnego jegomościa, który miał w domu hurtownie tych worków (odebrałem towar osobiście, stąd wiem). Ustawiają się po nie wręcz kolejki!

Jak tylko przetestuję worki próżniowe, wrzucę foty!

Aktualizacja z 28.08

Wczoraj zrobiliśmy mały test worków, rezultat na zdjęciach. Prawda, że przyzwoicie?