Po ponad 20h podróży wylądowaliśmy wczoraj w Kunmingu. Loty bez większych przygód, nie licząc drobnych turbulencji przy starcie w Berlinie (była niezła burza 🙂 ). Po odebraniu naszych bagaży (worki zdały egzamin, wszystko przyleciało w jednym kawałku) i wymianie kasy, ustawiliśmy się w długiej kolejce oczekujących na taksówkę. Nie wiemy dlaczego, ale taksówkarze w Kunmingu nagle chyba stwierdzili, że nie warto jechać na lotnisko porozwozić ludzi, którzy właśnie przylecieli. W wyniku takiego myślenia, spędziliśmy w kolejce dobre 1,5h. Nie czekaliśmy sami – poznaliśmy Austriaka, Klaudiusa, ktory właśnie rozpoczął swoją małą podróż po Chinach kontynentalnych (uczy sie chińskiego na Tajwanie). Zapytał nas czy nie znamy jakiegoś taniego miejsca noclegowego w Kunmingu. Zarekomendowaliśmy hostel, w którym mieliśmy rezerwację i zaoferowaliśmy wspólny dojazd do hostelu taxą. Po odczekaniu swojego, podróż z lotniska do hostelu była krótka, ale jakże obfitująca w pełne adrenaliny przeżycia. Taksiarz zupełnie nie przejmował się nikim na ulicy, często dawał znać “długimi”, że jedzie i uprzejmie chciałby, aby ustąpiono mu miejsca. Włączanie się do ruchu, zmiana pasów czy wyprzedzania odbywa się oczywiście zupełnie bez użycia sygnalizacji. Jakoś dojechaliśmy w jednym kawałku. Po kolacji i piwku z Klaudiusem, uderzyliśmy w kimono, choć mnie w ogóle nie chciało się spać (w końcu dla naszego ciała była dopiero 18). Nastepnego dnia czekały na nas przecież nie lada zadania.