Jezus przemieniał wodę w wino, a Milarepa specjalnie nauczył się czarnej magii, by pokonać swych wrogów. Więc co takiego może dokonać zwykły dostawca pizzy?

Człowiek jest niezwykłą istotą, która potrafi dokonać prawdziwych cudów, chyba się ze mną zgodzisz prawda? Codziennie jesteśmy informowani o tym, że „jakiś tam” sportowiec nie wiadomo skąd? Nie wiadomo jak? Zdobył kolejny rekord świata w biegu na kilometr przeskakując przez płotki i kałuże, trzymając świece w ręku tak, że jej płomień nie zgasł, a pewne chińskie dziecko przejechało pod 39-cioma autami na rolkach robiąc szpagat (spróbuj zrobić szpagat a zobaczysz jak to boli) Teraz usiądź, weź głęboki oddech i zastanów się, co ty osiągnąłeś przez ostatni rok? Nie przejmuj się i czytaj dalej historyjkę.

Made of China

Wyobraź sobie, że jesteś młody (chyba, że rzeczywiście jesteś) i posiadasz ogromne marzenie, które pragniesz zrealizować. Masz cel i choćby nie wiadomo co, musisz go osiągnąć. Jest jednak drobny szkopuł (jak zwykle), Aby spełnić swój „Sen” musisz nauczyć się Chińskiego, bo właśnie tam znajduje się twoje wielkie marzenie. W sumie to nie musisz się uczyć języka tylko spakować do plecaka najbardziej potrzebne rzeczy i przemierzyć tysiące kilometrów do celu spełnienia swoich ambicji.

Bez kasy, nie znając języka, nie mając gdzie mieszkać a o jakiejkolwiek pracy już nie wspominając. Tylko Ty, twój skromny plecaczek a w nim to co przypomina Ci o twoim domu i to, co masz w głowie, Czyli swoją intuicję a niekiedy tylko instynkt. Prawdziwy survival w wydaniu Made of China. Ciekawe jak byś sobie poradził? Czujesz to? Skazany na łaskę boga wśród wielu skośnookich oczu (nie jestem rasistą) spoglądających na Ciebie jak na dziwaka. Myślę, że w najlepszym wypadku udałoby Ci się ostatnimi siłami wrócić do domu zapominając raz na zawsze o swoim marzeniu. W najgorszym zaś wszedłbyś w ciemną ulicę i zostałbyś przywitany ostrzami maczet jednego z odłamów chińskiej triady a może z wycieńczenia z powodowanego brakiem papu zjadłbyś źle przygotowaną egzotyczną potrawę i umarł w męczarniach ze ściśniętym żołądkiem.

Gdzieś tam jesteś.

Wróćmy jednak do bardziej optymistycznej wizji, w której „jakoś” sobie radzisz. Udaje ci się znaleźć nocleg, jadasz to, co jesteś zmuszony jeść, ale ani nie umierasz z głodu ani z powodu zatrucia, więc cieszysz się z życia. Z czasem zaczynasz się dostosowywać, powoli zaczynasz łapać, co oznaczają te dziwne bohomazy zwane normalnie pismem chińskim. Co więcej zaczynasz swoje pierwsze mini konwersacje np. „Ile kosztuje kawałek smażonego psa?” Znajdujesz normalne miejsce noclegu, załapujesz się do pracy, jako rykszarz, a po kilku latach spełniasz swój sen i stajesz się prezesem wielkiej korporacji zajmującej się tanim i ekologicznym transportem miejskim. Niestety to tylko historyjka……. Pora na coś prawdziwego.

Historia sukcesu dostawcy pizzy żyjącego snem

Jest kwiecień 1998r. pewien osiemnastoletni Albańczyk ląduje na lotnisku w Atlancie. Przyjazd do Ameryki nie był łatwym zadaniem ba same otrzymanie wizy niebyłą prostą sprawą, ale on znalazł się wśród 3 osób, na 50 którym się to udało. Ten młody chłopak nazywa się Andi Duli i opuszczając lotnisko w Atlancie, które było większe od jego rodzinnej miejscowości, rozpoczyna realizować swój amerykański sen. Pierwszym miejscem, jakie odwiedził był McDonald, w którym doznał pierwszej porażki, ponieważ przez brak znajomości języka nie zaspokoił jednej ze swoich podstawowych potrzeb (chodzi jedzenie a nie o prace w Macu) Pomimo to Andi całkiem dobrze sobie radzi, znajduje mieszkanie, uczy się języka, a nawet idzie do szkoły, choć po jakimś czasie ją rzuca i zaczyna pracować, jako dostawca pizzy.

Andi pełen desperacji, bez doświadczenia, wykształcenia ani znajomości szuka kolejnej szansy. W jego umyśle nadal znajduje się wizja amerykańskiego snu, która choć jest już nieco rozbita nadal się utrzymuje i podtrzymuje Andiego przy życiu. W cudowny sposób nasz bohater otrzymuje płytę, na której wyjaśniane są zasady działania branży marketingu sieciowego. Historia, która została opowiedziana na DVD poruszyła serce Andiego, który bez wahania wykrzesał z siebie „TAK! TO JEST TO!” I tak oto rozpoczął przygodę z marketingiem sieciowym. Początki nie były łatwe i przyjemne a niekiedy szalone, mimo wszystko Andi odniósł sukces kierując się pewnymi zobowiązaniami, zasadami a przede wszystkim wizją spełnienia amerykańskiego snu

Złożyłem zobowiązanie, że nauczę się rzeczy, dzięki którym wygram

Musi być zbiór zasad, które przynoszą sukces i jeżeli się ich nauczę i zacznę się je praktykować, to stanę się jednym z tych gości, którzy osiągnęli sukces

Jeśli chcesz rozwinąć swój biznes, sam musisz się rozwijać

Motywacja nie powstaje na skutek chęci posiadania większej ilości pieniędzy czy samochodów, przychodzi, gdy chcemy wnieść coś do życia innych ludzi

Dziś Andi Duli zarabia miesięcznie jakieś 50 tyś $ Robi wrażenie, prawda? Gość będąc imigrantem, nie znając języka jednocześnie będąc na skraju bankructwa, mając jedynie jasno sprecyzowaną wizję swojego sukcesu spełnił swój amerykański sen.

Fajna pocztówka, co nie ?

Nie ważne, kim jesteś. Nie ważne że byłeś narkomanem, alkoholikiem, przestępcom czy dostawcą pizzy. Nie jest istotne co potrafisz, nie liczy się twój start. Istotną sprawą jest to, co pozyskujesz podczas drogi, która prowadzi do twojego sukcesu, do realizacji twojego wielkiego SNU. Zacytuje tutaj slogan Michała Wawrzyniaka „Zawsze i wszędzie, możesz wszystko” No to jak? pakujesz się do tych Chin?