Każdy dzień pracy w handlu to dzień wielkich niewiadomych…

Nie wiesz czy klienci chętnie będą kupować proponowane przez Ciebie produkty i z łatwością nakręcać się na dodatkowe usługi czy też może od samego rana będę wkurwiać Cię swoim niezdecydowaniem, brakiem pieniędzy i nudną, generującą negatywne wibracje mantrą „Nie, Nie, Nie” Tego nie wiesz, idziesz do roboty, bo musisz to zrobić. Ale wróćmy do początku.
Twój Daily business

W korporacji każdy dzień zaczyna się tak samo…, czyli nudno, od wykonania tzw. Daily business powielającego się codziennie schematu wymyślonego przez tych wielkich, nieznanych i niedostępnych dla nas inteligentnych istot z „Centrali” Całe szczęście, że każdy poszczególny element składający się na owy Daily business możesz dobrowolnie modyfikować… o ile masz jaja. Czyli zamiast przeklętej przez boga melodii zamieniającej twoją osobę w bezmyślne zombie odtwarzasz na porządnym sprzęcie audio ulubionego artystę zamieniając zrzędne miny koleżanek i kolegów w promieniujące uśmiechy. Później jest niestety tylko gorzej. Sprzątasz po poprzednim dniu, kiedy to klienci o mało, co nie roznieśli twojego stanowiska pracy. Opluli sprzęt ekspozycyjny. Powyciągali towar z pudełek, ponieważ lubią macać, oglądać, lizać i onanizować się przy nim, usprawiedliwiając się, że to ich uspokaja, że czegoś takiego jeszcze nie widzieli. A więc sprzątasz, sprzątasz i jeszcze raz sprzątasz. Zarówno po klientach jak i kolegach, którzy poprzedniego dnia z braku sił i ogólnego wkurwienia na sytuacje w firmie powiedzieli „Pierdolę, nie robię już dzisiaj, tak sobie posiedzę tylko…”

Gdy już to wszystko ogarniesz, jesteś gotowy. Gotowy na obsługę pierwszego klienta, jesteś tak pozytywnie nastawiony, że o mało, co nie wyskoczysz z butów, aby ogłosić całemu światu, że właśnie dziś pobijesz swój rekord pod względem sprzedaży. A więc czekasz na tego szczęśliwca, który będzie miał wielką, niespotykaną okazję do tego abyś go obsłużył…
Mój najlepszy klient

Na nieskończonym horyzoncie produktów pojawia się istota człekopodobna. Chcąca być może pozbyć się swoich oszczędności, aby choć przez chwilę poczuć się wyjątkowo. Wrócić do okresu dzieciństwa, kiedy to bezkarnie zabieraliśmy zabawki innym dzieciom i nie ponosiliśmy z tego powodu żadnych konsekwencji lub gdy otrzymywaliśmy prezenty, a po tygodniu zabawy rzucaliśmy je w kąt nie będąc świadomi ich wartości. Na pierwszy rzut oka człek niepozorny i choć by wyglądał jak ostatni menel, nie mam prawa go oceniać. Pamiętaj nigdy nie oceniaj swoich klientów, powtarzają wielcy mistrzowie sprzedaży na całym świecie. A więc czas na łapanie kontaktu wzrokowego z moim dzisiejszym, „najlepszym klientem”. Zarzucam całe swoje skupienie uwagi na jego osobie niczym wędkarz zarzucający przynętę na ryby i cierpliwie czekam. Kto pierwszy się ruszy ten przegrywa. Klienci zawsze przegrywają na tym etapie. Więc pora z wielkim uśmiechem szerszym niż średnica banana przywitać klienta zgodnie z korporacyjnymi standardami obsługi. Dochodzi do wymiany kilku zdań i po kilku minutach już wiesz, kim ten klient jest…. Jest typowym „Januszem biznesu”

janusz_biznesu-myśliwy-rabatówZnającym się na wszystkim i niczym, dyskutującym o rzeczach iście nie istotnych, oglądającym i przeglądającym konkretną ofertę kilkukrotnie, niewyciągającym żadnych wniosków. Ty, jako sprzedawca wiesz, że gość jest spłukany, więc nie podejmujesz dodatkowego wysiłku, aby „opchnąć” mu coś jeszcze. Dla świętego spokoju proponujesz tylko dodatkowego usługi, aby zachować „SOK” i słysząc polską mantrę „Nie, nie, nie” pragniesz tylko, aby jak najszybciej opuścił twoje stanowisko pracy nie zadając najbardziej wkurwiającego pytania
„A czy dostanę rabat?”

No Kurwa! Gdzie ludzka godność? Gdzie poszanowanie cudzej pracy? What the fuck? Gość kupujący jedną marną rzecz, na której sklep nie zarobi nawet na wypłacenie 1: 50000 mojej pensji (Smartfon za 499zł) prosi o rabat? Najlepsze są jednak argumenty klientów, dlaczego mieliby wspomniany rabat otrzymać.

W październiku robiliśmy u was zakupy – No i co z tego? Co było w październiku to pozostaje w październiku.
Wczoraj kupowałem 2 laptopy – No to wczoraj trzeba było dokupić smartfona i rabat byłby przyznany
Nie współpracujecie ze szkołami/organizacjami? – Jeżeli nie było to uzgadniane z kierownictwem to NIE.
Nie mam tyle pieniędzy – Mamy świetną propozycję rozłożenia tej kwoty na raty
Chcę rozmawiać z kierownikiem – Proszę bardzo, ale powie to samo, co ja.

Drogi kliencie czy jak idziesz do Biedronki to prosisz o rabat? Czy idąc prywatnie do lekarza prosisz o z rabatowanie ceny konsultacji? Codziennie kupując kartofle w tym samym warzywniaku czy dostajesz rabat? To nie jest rynek, aby móc się targować. Oczywiście istnieją pewne sytuacje, w których rabat po prostu się należy, np.

Gdy Towar jest z ekspozycji
Gdy robisz Naprawdę DUŻE zakupy
Gdy u konkurencji jest taniej
Gdy cena w sklepie internetowym marki jest mniejsza
Gdy Towar jest niepełnowartościowy
Gdy jest okres wyprzedaży

Szanuj siebie i szanuj moją prace
Szczęśliwe zakończenie

Jednoznacznie można stwierdzić, że tzw. „Janusz biznesu” proszący z politowaniem o rabat, którego i tak nie otrzymał po pewnym czasie wraca do „Nas” z podwiniętym ogonem i kupuje kolejną rzecz. Dlaczego tak jest? Oni to po prostu lubią. Lubią być trzymani na smyczy stanowczego oporu i delikatnego sponiewierania jednocześnie szanują nas za bezpośrednią szczerość, i za to, że nie wsadzamy im paluszka w dupę próbując sprzedać kit.