Rozumiem obrzucać błotem swojego byłego szefa, który jest zwykłym idiotą. Rozumiem również jechanie po marce, z którą kiedyś codziennie musieliśmy się identyfikować zakładając koszulę ozdobioną jej barwami. Ale żeby hejtować ludzi, z którymi się niegdyś pracowało…

Przychodzisz codziennie rano do pracy i rozpoczynasz ten sam schemat witania się z wszystkimi. Piękny uśmiech uwidaczniający nasze zęby oraz krótki zwrot „cześć” skierowany do grupy naszych „znajomych z pracy” to ogólnie przyjęta norma dobrze wyglądająca w przemysłowych kamerach.

Gdy pracujesz, wszystko jest prawie idealne. Praca nie należy do ciężkich, jest fajny zespół, którego jesteś częścią, a i social nie jest najgorszy. Czego chcieć więcej? No może większej pensji…, ale akurat ona zawsze będzie za mała, aby nas uszczęśliwić.

Perspektywa ulega transformacji, gdy…

Chcemy coś zmienić pod wpływem porażki czy niezadowolenia. Nagle boli nas dupa od nic nierobienia i jednoczesnego wysłuchiwania problemów ludzi, z którymi pracujemy. Szukamy powodu żeby jak najszybciej stąd spierdolić i zaprzestać zadawania się z tymi baranami. Szczególnie, że w domu też nie jest kolorowo, zwłaszcza, gdy jesteśmy samotną matką, która dała ujarzmić się na wiejskiej potańcówce, myśląc, że przeżyje tam wielką miłość. 30-Tka na karku, dziecko i noclegowanie u rodziców nie dają szansy na szczęśliwe zakończenie naszego życia.

Nowa praca, nowi ludzie….

A więc możemy jechać hejtem po starej firmie, w której pracują sami kretyni. Wszystko nagle wysypuje się niczym piasek z worka biednego Jasia kroczącego przez wieś wierzącego, że jest coraz silniejszy. Raptem dyrektorka to zwykła szmata niedająca szansy rozwinąć skrzydeł, kierownik to stary alkoholik bijący swoje dzieci, ten to pedał a tamten to ćpun. A Jolka i Maciek mają romans i grzmocą się po cichaczu na magazynie.

Wszystko bym zrozumiał i przemilczał, prócz hejtowania mojego zespołu powołując się na wymyśloną historyjkę córki mojej kuzynki od strony wujka witka mieszkającego w koziej dupie. Rzekomo opowiadającej o tym jak to jeden członek mojego Teamu niechlubnie potraktował klientkę urażając jej godność stwierdzeniem „ Ale panią na to nie stać” Ciekawa bajka, ale lepsze to lecą na Cartoon network.

„Wiecie, co z nim zrobić”

Słynne słowa jednego z polskich raperów przekazujące nam przepis na antidotum zwalczające wszechobecny Hejt. Bo zło należy pokonywać jeszcze większym złem. Oczywiście odpowiednio sformułowanym i uargumentowanym.

Rozbijając zarzut na czynniki pierwsze możemy doszukać się podstępu oraz fałszu. Ukazując owe dwie części składowe hejtu możemy rozpocząć batalie z hejterem, który nie ma z nami najmniejszych szans. Bo to my mamy asy w rękawie i żadne powoływanie się na osoby trzecie nie pomoże. Bo przecież nawet Jezus mógł być czarny, czy ktoś z nas go widział?

Po wystrzeleniu artylerii antyhejtu, nasz cel jest zatopiony i zwykle zawija żagle kasując fałszywe oszczerstwa. My zaś możemy błyszczeć w blasku chwały mając świadomość tego, że kolejny hejter dostał po dupie, a świat dzięki temu jest piękniejszy.